Wypadek i kolizja – duża i mała robota

02 lipca 2010 r. godzina 13:49 strażaków podrywa na równe nogi dzwonek alarmu. Dwa wozy bojowe wyruszają do wypadku drogowego, pierwszy jedzie lekki samochód ratownictwa drogowego, drugi to średni gaśniczy na okoliczność pożaru i wybuchu paliwa. Za wsią Strzeżewo na skarpie poza drogą stoi rozbity Ford Scorpio, po uderzeniu w drzewo blachy uwięziły nogi kierowcy. Zespół ratownictwa medycznego przystąpił już do udzielania pomocy, teraz czas aby strażacy wykonali dostęp do uwięzionych pod kolumną kierownicy stóp. Najpierw przy pomocy rozpieraka hydraulicznego wyważono zakleszczone tylne drzwi za kierowcą, następnie nożycami przecięto środkowy słupek. Poszkodowanego widać jak na dłoni, przez szyberdach medycy nurkują do wnętrza pojazdu aby lepiej zaopatrzyć rannego. Teraz przyszła kolej na rozpierak kolumnowy przy pomocy którego odsunięto przygiętą kolumnę kierownicy – jest dostęp informuje lekarz. W miejsce ciężkiego sprzętu pojawia się deska ratownicza na którą przesuwany jest kierowca. Najpierw przeniesienie na równą powierzchnię w celu wykonania niezbędnych opatrunków – liczą się każde ręce, ktoś musi trzymać kroplówkę, wszystkie ruchy każdego ratownika muszą być bardzo skoordynowane, poszkodowany musi mieć komfort i przekonanie, że znalazł się w dobrych rękach. Wreszcie jest decyzja przeniesienia do karetki i wyjazdu do szpitala. Teraz strażacy sprawdzają wycieki płynów eksploatacyjnych i akumulator – nie muszą go rozłączać – w momencie zderzenia z drzewem został wyrwany z komory silnika i leży nieopodal w trawie jakby ktoś wcześniej go wyjął. Strażacy odjeżdżają a Policjanci zostają, teraz na spokojnie wykonują swoje czynności: pomiary, ustalenia i badania przyczyn wypadku. W drodze do remizy strażacy natrafiają na ulicy Wolińskiej na kolizję dwóch samochodów osobowych. Policjanci podejmują decyzję udrożnienia skrzyżowania, teraz trzeba uprzątnąć asfalt z resztek potłuczonych plastików oraz zebrać olej, który wyciekł ze skrzyni biegów – do tego służy sorbent przypominający sypki, lekki piasek w który wsiąkają oleje i paliwa. Na szczęście dla kierowców skończyło się na strachu, ich pojazdy nie zostały mocno poturbowane. Minęła równo godzina kiedy wozy bojowe wróciły do swoich garaży, dzień jednak się jeszcze nie skończył.

Dodaj komentarz