Test w komorze dymowej

Borne Sulinowo ugości wszystkich strażaków



Od ubiegłego roku w Wojewódzkim Ośrodku Szkolenia PSP w Bornym Sulinowie funkcjonuje stacjonarna komora dymowa. Zgodnie z rozkazem Komendanta Wojewódzkiego każdy strażak musi zaliczyć jej przejście. Zgodnie z rozdzielnikiem pierwsza pięcioosobowa grupa naszych strażaków z pełnym oporządzeniem stawiła się do wykonania ćwiczenia. Najpierw odbyły się badania lekarskie – z  naszej dużej grupy kilka osób miało za wysokie ciśnienie, trzeba było się więc wyciszyć i na spokojnie podejść do sprawy. Teraz na ćwiczących czekała ścieżka wydolnościowa potocznie zwaną ścieżką zdrowia. Strażak w ubraniu bojowym z aparatem powietrznym na plecach i niepodpiętą maską na twarzy przystępował do biegu na ścieżce przez całe sześć minut. Następnie po dwóch minutach przerwy wskakiwał na ruchoma drabinę na którą musiał spiąć się na wysokość 30 m, opóźnienia we wchodzeniu mogły skutkować powtórką, dalej czekał rowerek – tak dla wytchnienia – pedałowanie przez 1 minutkę a na koniec wyciskanie młota – 25 razy, czujniki były nieubłagane i zbyt słabe szarpnięcia nie były zliczane.

Teraz była kolej na podpięcie maski do aparatu i jazda do komory wypełnionej sztucznym, parafinowym dymem a do przejścia szlak 60 m przez zakamarki klatkowej komory z jej pułapkami, ciasnymi przejściami i innymi przeszkodami. Pierwszy etap szlaku był całkowicie zaciemniony a drogę w dymie czasami rozświetlały błyski, wokoło było słychać jęki rannych, tąpnięcia konstrukcji i trzaski łamanych belek. Ostatni odcinek prowadził przez strefy gorącego powietrza. Szczupli nie mieli raczej problemów aby przecisnąć się przez odcinek z rurą ale pozostali zmuszeni byli do zdjęcia aparatu z butlami i pchaniu go przed sobą w ciemnościach.

Cała komora posiada nowoczesny monitoring w podczerwieni z mikrofonami i w razie potrzeby wystarczy niecałe 15 minut aby usunąć z niej dym i udzielić pomocy ćwiczącemu. A przypadki zdarzają się różne. A to ktoś nie mogąc znaleźć dalszej drogi zagubił się w dymie i skończyło mu się powietrze, inny myląc drogę zaczął forsować górną część klatki i jeszcze trochę zdemolowałby jej sufit, inna osoba zbyt energicznie podeszła do wykonania zadania i mocno uderzyła hełmem o ścianą klatki co spowodowało ból w szyjnym odcinku kręgosłupa.

Nasi chłopcy wspominają ten czas jako niezłą ale bardzo pożyteczną zabawę. Zadanie nie było trudne, pomagała świadomości, że w środku monitorowanej komory jest bezpiecznie i tak naprawdę bieg z niepodpiętą maską na bieżni był mniej komfortowy niż pokonywanie zadymionych labiryntów komory.

Dodaj komentarz